O krzyżach i kapliczkach z Ireneuszem Gregowskim

Czasem są prawdziwymi dziełami sztuki, czasem mamy wrażenie, że widzieliśmy już setkę podobnych. Przydrożne krzyże i kapliczki, bo o nich mowa, wrosły w nasz krajobraz tak bardzo, że często nawet ich nie zauważamy. Na szczęście widzi je Pan Ireneusz Gregowski, który od blisko 10 lat przemierza powiat inowrocławski, aby uwiecznić za pomocą aparatu te niezwykłe przykłady ludowej pobożności. Na co dzień jego pracę możemy oglądać na facebookowym profilu Krzyże i Kapliczki Powiatu Inowrocławskiego, do którego odwiedzenia serdecznie zapraszamy. Podobnie jak i na rozmowę z Panem Ireneuszem o jego niecodziennej pasji.

Jak to się w ogóle w Pana przypadku zaczęło? Skąd pojawił się pomysł?

Zaczęło się od kupna najzwyklejszego cyfrowego aparatu. Fotografowałem to co najbliżej, to co wydaje się być najbardziej powszednie, i być może przez tę powszedniość nieczęsto było utrwalane na kliszach czy, później, kartach pamięci. Fotografowałem to co – tak mi się zdawało – czekało na swoje zdjęcie od dziesięciu, dwudziestu lat, albo od zawsze. To co sam chciałbym zobaczyć na zdjęciu z przed tych te paru dziesiątek lat. Z czasem temat fotografowania ukierunkował się na przydrożne (choć nie tylko przyrożne) krzyże i kapliczki. Rarytasami są dziś zdjęcia tych budowli zrobione przez pasjonatów w latach 90. ub. wieku, o starszych już nie wspominając. Dzisiejsza łatwość w dostępie do sprzętu fotograficznego i szerokie łamy internetu rozszerzyły zdecydowanie krąg zainteresowanych tematem i powaliły nie tylko na bieżącą prezentację swoich zbiorów, ale i możliwość natychmiastowej wymiany spostrzeżeń i doświadczeń. Zbiory obfotografowanych obiektów swoje miejsca znajdują też w coraz częstszych regionalnych opracowaniach wydawanych w formach coraz atrakcyjniejszych graficznie publikacji książkowych. Nasze czarnokujawskie przydroże w porównaniu z innymi regionami Polski (Warmia, Podlasie, góry) nie przyciąga może aż tak swoją wyjątkowością. Czy słusznie? Do tej pory nie poświęcono jemu jakichś obszerniejszych tekstów (najciekawszym, wydanym w formie książkowej, zdają się być „Kapliczki i figury przydrożne z okolic Inowrocławia” Edmunda Konieczki, wydane w 2006 r. w nakładzie 70 egzemplarzy). Nie wspomniano o jego, często tragicznych, losach. I to są, myślę, powody żeby oddać się sprawie. Granice mojego fotografowania równają się granicom powiatu inowrocławskiego. Pozornie to niezbyt duży teren, ale liczba blisko pięciuset krzyży, kapliczek i figur postawionych w jego granicach stanowi spore wyzwanie. A to moje wyzwanie to skatalogować, czyli sfotografować i opisać choć skromnym zdaniem, te wszystkie przydrożne oznaki katolickiej wiary.

Z pewnością musi się Pan spieszyć – część miejsc odchodzi powoli w zapomnienie…

Słowa Zygmunta Glogera – historyka i krajoznawcy – wypowiedziane ponad wiek temu mogą być mottem tego przedsięwzięcia: „stare te zabytki wiejskiej sztuki i budownictwa giną z rokiem każdym i przyjdą czasy, w których z powodu samej starości zanikną zupełnie. Dopóki więc istnieją tu i ówdzie, choć nie zawsze piękne lub ciekawe, ale zawsze dające obraz miejscowej kultury, powinny być ołówkiem lub fotografią odtworzone i zebrane z całego kraju”.

W czasie mojego krótkiego, bo nie trwającego nawet dekadę fotografowania, pożegnałem już kilka kapliczek. W Gnojnie ząb czasu zniszczył drewnianego świątka wyrzeźbionego przez Stanisława Fijołka, w Balinie budowa obwodnicy zmusiła do przeprowadzki figurę Matki Bożej do nowej kapliczki (starej, ze względu na wiek, nie udało się przenieść w nowe miejsce), w okolicach Popowic starą, niezbyt ciekawą architektonicznie, acz tajemniczą kapliczkę zamieniono na Frasobliwego, który powstał spod dłuta rzeźbiarza Romana Kiełba.

Nie do poznania, po ostatnich renowacjach, zmieniły się kapliczki w Sławęcinie i Łojewie, w zapomnienie poszła św. Barbara z Tuczna oraz ponad stuletni kamienny Jezus Chrystus z Grodztwa uszkodzony podczas wichrów przechodzących kilka lat temu przez Kujawy. Ale dla równowagi warto odnotować też nowe kapliczki i krzyże, jak chociażby te wzniesione w Kłopocie, przy remizie w Woli Wapowskiej, w Giżewie (d. Cykowo), w Marulewach czy krzyż w Gąskach.

Czy działa Pan na podstawie jakiegoś ściśle określonego planu czy raczej zdjęcia wykonywane są „przy okazji”?

Na początku nasze wyprawy z aparatem (piszę „nasze” jako, że często towarzyszył mi w nich brat Mariusz) to były całodniowe przeczesywania terenów danej gminy. Takie pierwsze poszukiwanie odbyło się w lutym 2008 r. Objechaliśmy wówczas ważniejsze trakty gminy Rojewo, raczej nie zasięgając języka u mieszkańców, a fotografując jedynie to co postawiono przy samej drodze. Potem przyszedł czas na inne tereny. Wówczas katalog kapliczek rósł w błyskawicznym tempie. Później wyszukiwaliśmy te pominięte, ukryte w jakichś mało oczywistych punktach, o których istnieniu można było dowiedzieć się wyłącznie dzięki wskazówkom osób zamieszkujących w ich najbliższym sąsiedztwie.

Przypomina sobie Pan kapliczkę, która wyjątkowo dobrze się przed wszystkimi schowała? Do której najtrudniej było dotrzeć?

Najwięcej zachodu było przy próbie obfotografowania figurki Matki Bożej stojącej w Ostrowie Krzyckim. O jej istnieniu wiedziałem od Mamy, która w latach 50. XX wieku mieszkała w tej miejscowości. Potem tereny, na których stała figurka zamieniono na wojskowy poligon i tak jest do dzisiaj. Aby się tam dostać z aparatem trzeba uzyskać specjalne upoważnienie od dowódcy inowrocławskiej Brygady, a samo wejście na poligon i fotografowanie odbywa się pod czujnym okiem ochrony zamkniętego terenu. Tu nawiasem nadmienię, że podczas tego mojego – ogólnie mówiąc – zajmowania się kapliczkami trzy razy próbowałem nawiązać kontakt z poważnymi instytucjami: jedną z parafii, poważnym muzeum i jednostką wojskową. Tylko wojsko odpowiedziało na moje zapytanie…

Sporo zachodu było też przy próbie sfotografowania krzyża stojącego na półwyspie Potrzymiech (niemal cudownie ocalałego z pożaru, który w 2012 r. nawiedził nadgoplańskie trzcinowiska). Jest to teren Nadgoplańskiego Parku Krajobrazowego i nie dość, że przejazd autem dozwolony jest tylko na pewnym odcinku, to ostatni etap (jakieś kilkaset metrów) trzeba pokonać przedzierając się przez bujne chaszcze szczelnie maskujące jakąś dawną drogę. Krzyż stoi na granicy powiatów inowrocławskiego i mogileńskiego.

Podobny dystans i w podobny sposób musiałem przebrnąć, aby sfotografować pozostałości po kapliczce stojącej na skraju Skotnik. Dużo trudności można napotkać też w dotarciu do krzyży, które są ostatnim znakiem wskazującym dawne cmentarze ewangelickie, żydowskie, wielowyznaniowe czy poepidemiczne, a których co najmniej kilkanaście można odszukać na terenie powiatu inowrocławskiego (m.in. w Brannie, Kołudzie Wielkiej, Rejnie). Zdarzało się, że wskazówki o istnieniu i możliwościach dotarcia do jakiejś nie odkrytej przeze mnie kapliczki znajdowałem na stronach internetowych osób bądź grup miłośników, które – podobnie jak ja – zatrzymują obraz z kapliczką w prostokącie zdjęcia.

Czy spośród sfotografowanych przez Pana obiektów da się zauważyć jakieś zależności, np. czy w jednym miejscu dominują takie a nie inne formy kapliczek? Czy są jakieś zależności, które Pan podczas swoich działań zauważył?

Na szerszą skalę, myślę, że trudno mówić o jakimś kujawskim stylu. Podobieństwo niektórych kapliczek czy krzyży to prawdopodobnie rezultat pracy jednego budowniczego – murarza, stolarza, rzeźbiarza… Taki przypadek, najbardziej widoczny spotkać można we wsi Słońsko i jej okolicy. Stoi tam sześć ceglanych kapliczek pobudowanych według tego samego wzoru. Podobnie rzecz ma się niekiedy pośród krzyży, a przykład to chociażby metalowe krzyże stojące wzdłuż drogi między Rojewem a Jaksicami. Te znaki wiary mają już swoje lata. Inaczej to wygląda wśród najnowszych budowli. Tu raczej każdy idzie na oryginalną bezstylowość jeśli już mowa o samym schronieniu dla świątka. Świątek zaś, o ile nie jest wyrzeźbiony w drewnie przez ludowego twórcę (a to już niestety rzadkość), najczęściej kupowany jest u producenta figur sakralnych, m.in. w Nowej Soli. Przykłady takich postaci można zobaczyć m.in. w Kłopocie, Marulewach, Tucznie czy Tupadłach pod Inowrocławiem. Przez takie działania (zakupy) zdarza się spotykać w kapliczkach bądź na cokołach figury z tej samej formy odlewowej. Przykład to chociażby takie same postacie w Bachorcach, Grodztwie czy Miechowicach. To znak czasu, obrazek teraźniejszości. Staram się nie oceniać. Ocenią to może następne pokolenia, o ile coś im tam zostanie do oceny.

 Kogo najczęściej możemy spotkać przy naszych drogach?

Nieco więcej niż połowę z ponad 450. budowli czarnokujawskiego sakralnego przydroża zajmują figury i kapliczki, reszta to krzyże. Wśród figur dominuje postać Matki Bożej, której to podobizna zamieszkuje ponad 150 kapliczek i monumentów. Najrzadsze to Matka Boża z De La Salette stojąca (wraz z Panem Jezusem) w Kruszy Zamkowej, ufundowana przez Zbigniewa Łuczaka w 2005 r., oraz spotkane dwa razy (w Dąbiu i Różniatach) Matki Boże Licheńskie.

Jezusa Chrystusa można spotkać nieopodal dróg w ponad 50 miejscach. Święci zamieszkujący skraj drogi to m.in. Antoni (Glinno Wielkie, Gnojno, Jacewo, Liszkowo, Wróble), Jan Chrzciciel (Jankowo, Piaski), Józef z Dzieciątkiem (Kawęczyn, Kościelec, Nowy Dwór, Skotniki), Wawrzyniec (Janikowo-Ostrowo, Kościelec, Węgierce), Wojciech (Inowrocław /pomnik/ i Janikowo). Przy remizach można spotkań figury św. Floriana (Inowrocław /PSP/, Turzany, Witowice, Wola Wapowska), a w sąsiedztwie terenów leśnych i łownych wyrzeźbione w drewnie podobizny św. Huberta (Balczewo, Mierogoniewice, Wierzbiczany). Te najbardziej oryginalne, a raczej najrzadsze to figura św. Kazimierza (syna polskiego władcy Kaziemierza Jagiellończyka) stojąca w Pławinku, nowa św. Barbara mająca swoje miejsce w Tucznie, św. Krzysztof stojący przy kościele w Liszkowie, wyrzeźbiona w drewnie św. Kinga trzymająca w ręku makietę klasztoru (Szadłowice) i św. Maksymilian Kolbe postawiony przy wejściu na cmentarz w Polanowicach. Niewiele jest też Nepomuków, czyli figur św. Jana Nepomucena. Stoją one w sąsiedztwie kościołów w Gniewkowie, Kościelcu i Kruszwicy, a ich początki datuje się na drugą połowę XVIII wieku. Obok drewnianej figury św. Jana Chrzciciela stojącej w Piaskach mają one największą wartość zabytkową spośród figur umiejscowionych w krajobrazie powiatu inowrocławskiego. Warto jeszcze dodać, że w granicach powiatu można spotkać kapliczki „zawierające” więcej niż jednego świątka. Przykład to chociażby wspomniana kapliczka w Kruszy Zamkowej oraz kapliczka (bodajże najwyższa w powiecie) stojąca od 1927 r. w miejscowości Góry, którą zamieszkują Pan Jezus (II piętro) i Matka Boża (I piętro).

Prawdziwą tragedią dla wielu krzyży i figur była II wojna światowa, gdy okupanci planowo likwidowali tego typu obiekty. Niejednokrotnie starano się temu zapobiec przechowując w jakiś sposób figury i krzyże w schowkach. Przypomina Pan sobie tego typu historie?

Przechowywano figury, które udało się zdemontować zanim zdążyli „zainteresować się” nimi hitlerowcy, jak i figury uszkodzone przez niszczycielskie działania najeźdźcy. Jedną z historii opowiedziała mi Anna Kempińska mieszkanka Nowego Dworu w gminie Dąbrowa Biskupia. Tam, podobnie jak niemal we wszystkich miejscowościach dzisiejszego powiatu inowrocławskiego, figura Pana Jezusa stała do początków II wojny światowej. Tuż po rozpoczęciu działań wojennych hitlerowcy przy pomocy granatów wysadzili przydrożny monument. Wówczas, pod osłoną nocy, narażając swoje życie, Franciszek Bolewski wraz z synem Stanisławem (mieszkańcy tej leśnej wsi) zebrali zgruzowane szczątki i zakopali opodal swojego domostwa. Na „odkrycie” zniszczona figura (a przynajmniej jej najobszerniejsze części) czekała ponad 60 lat. Na początku XXI w. wiadomość o zakopanych elementach dotarła do uszu pani Anny. Odbyła się akcja podczas której figura (głowa oraz tułów okryty płaszczem) została odkopana i przewieziona na teren posesji córki Józefa Kempińskiego – znanego artysty malarza.

Podobna historia miała miejsce w Gniewkowie. Figura Matki Bożej z Dzieciątkiem Jezus stała na skwerze zwanym „Boża Męką” przy skrzyżowaniu ulic Zajeziernej i Toruńskiej. Została zniszczona przez miejscowych Niemców we wrześniu 1939 r. Przez blisko 60 lat była przechowywana przez rodzinę Nowackich. Figura zachowała się w postaci osiemnastu luźnych skorup z rozległymi ubytkami. Przeniesiona do kościoła farnego, po konserwacji w 2003 r., umieszczona została we wnęce na zewnątrz kościoła pw. św. Mikołaja i św. Konstancji. Rekonstrukcję po wojennej zawierusze musiała przejść również figura św. Józefa z Dzieciątkiem stojąca w Skotnikach. Została ona ufundowana przez dziedziców Grabskich – ówczesnych właścicieli majątku. Jak relacjonują państwo Przybylscy – obecni właściciele pola na którym stoi postument – w trakcie wojny Niemcy odstrzelili główkę Pana Jezusa. Przybylscy długo zastanawiali się jak ją zrekonstruować. W końcu wpadli na pomysł, aby do rekonstrukcji wykorzystać… głowę lalki.

Przy okazji fotografowania z pewnością pojawiły się jakieś inne ciekawe historie związane z danym obiektem. Które z nich najbardziej Panu zapadły w pamięć?

Było kilkanaście takich historii. Jedną przedstawił mi Andrzej Gawroński – syn Stanisława, budowniczego kapliczki stojącej na granicy wsi Ludwiniec i Radłowo. Mówił: „W 1992 r. rozpoczęła się poważna choroba ojca. Dwa lata później, w czasie pobytu w szpitalu, ojciec pomyślał o postawieniu figurki, o której wybudowaniu już w latach 60. mówiła jego matka Agnieszka. Po powrocie z leczenia (zaleczania) wziął się do pracy. Był murarzem samoukiem, a głównym budulcem przy stawianiu kapliczki był kamień zebrany z okolicznych pól i gruntowych dróg. Samą figurkę Matki Bożej przywiózł (w dwóch „podejściach”, bo za pierwszym razem figurka pokruszyła się w czasie podróży) z Częstochowy… W czasie gdy ojciec pracował przy kapliczce podeszła do niego kobieta. Cała była ubrana na biało – mówił syn Stanisława, który pomagał w budowlanych pracach. – Spytała o intencję budowy. Ojciec odpowiedział, że nie ma jakiejś konkretnej, na co kobieta delikatnie uśmiechnęła się i powiedziała, że zostanie tu jeszcze przez chwilę i pomodli się. Kiedy odeszła i w jakim kierunku – ojciec nie zauważył. Przy następnym pobycie w szpitalu prześwietlenie nie pokazało żadnych zmian chorobowych…”.

Inną, odmienną historię, opowiedział mi Piotr Rydzkowski – leśniczy w miejscowości Rejna – na temat drewnianej figurki wyrzeźbionej przez Krzysztofa Wojciechowskiego: „Jakiś czas po uroczystym poświęceniu kapliczka zniknęła ze spiralnej kolumny. Miała trafić – jak to sobie obmyślił złodziej, liczący na pokaźną finansową korzyść – do sąsiedniej parafii. Okazało się jednak, że ksiądz, do którego zgłosił się „artysta z towarem”, całkiem niedawno czytał w gminnym „Dąbrowianinie” artykuł i przeglądał zdjęcia kapliczki wzniesionej w lasach Rejny…” .

O dziękczynnym wymiarze figury opowiedziano mi w Popowie: „Postawił ją ówczesny zarządca majątku Trzcińskich – nijaki Zieliński – jeszcze przed wybuchem II wojny światowej, jako wotum dziękczynne za doczekanie się upragnionego potomstwa (córki).” Jak mówił mieszkaniec Popowa – p. Cylke – pani, której „dotyczyła” figura, zajmowała się architekturą, biorąc m.in. udział projektowaniu i budowie licheńskiej bazyliki…

Swoją smutną historię ma niszczejąca, opuszczona kapliczka stojąca na skraju Skotnik. Nie zachowała się ani postać Matki Bożej z cokolikiem, ani tablica pamiątkowa fundatora. Wyrwa w dolnej części budowli to według mieszkańców okolicznych domostw „skutki” krążącej po okolicy legendy, mówiącej o tym, że podczas stawiania kapliczki w jej wnętrzu zamurowano skarb (złoto)…

Nieodosobnionym przypadkiem jest opowieść Ryszarda Zielińskiego nt. kapliczki w Orłowie. W 1940 r. Jan i Marianna Zielińscy (dziadkowie p. Ryszarda) wraz z dwójką dzieci zostali wysiedleni przez Niemców z Orłowa do wsi Kulczyn na Lubelszczyźnie. Tam, z tęsknoty za rodzinnymi stronami, postanowili, że jeśli uda się im wrócić na ojcowiznę to w podziękowaniu za opiekę Opatrzności Bożej postawią kapliczkę… Do Orłowa Zielińscy wrócili w kwietniu 1945 r. Rok później stanęła kapliczka. W podziękowaniu za ocalenie wzniesiono też jedną z kapliczek w Słońsku. Postawił ją Kazimierz Kędzierski w dziękując w ten sposób za ocalenie żony – Cecylii Kędzierskiej. – Dała Żydówce ziemniaka… – mówiła mi Grażyna Pawłowska (wnuczka, dzisiejsza opiekunka kapliczki) przypominając historię krążącą w rodzinie. – Dziadkowi udało się w jakiś sposób przekonać hitlerowców i babcia wróciła do domu. Do budowy kapliczki wykorzystano cegły z budynków, które stały na terenie inowrocławskiego lotniska, a w których Niemcy, a wcześniej również i Polacy hodowali króliki. Podobno sierść królików w czasie wojny wykorzystywano do budowy bomb lotniczych… – wspominała.

Kolekcję zdjęć pana Irka można oglądać TUTAJ.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s