Koń vs ciągnik, czyli o tym jak wyglądała uprawa roli kiedyś i dziś

Dziś w XXI w. nie dziwi nikogo fakt, że każde gospodarstwo rolne posiada statystycznie przynajmniej jeden ciągnik i co dziesiąty własny kombajn. Wszystkim dobrze znane są brona, pług czy skiba. W nikim nie wzbudzają większych sensacji takie maszyny jak: przyczepa samozbierająca, rozrzutnik, cyklop… czy prasa, która, jak   tylko  człowiek  nakaże, potrafi ze sterty słomy ‘’wyczarować” idealnie zwiniętą i związaną kostkę bądź belę siana.

2

Gospodarstwa dwudziestego pierwszego wieku są obecnie w większości bardzo dobrze zmodernizowane. Wszystkiego w większości (na dużych gospodarstwach) pilnują komputery i maszyny, które w wielu czynnościach wyręczają człowieka lub ułatwiają mu bardzo pracę. Taśmociągi podają paszę- zwierzętom hodowlanym-, która z kolei przechowywana jest w ogromnych binach( coś na wzór wielkiej metalowej puszki). Krowy także są dojone i obsługiwane przez  maszyny.  A dojrzałe, złociste łany zbóż młócone są przez kombajny.

Ale czy zastanawiał się ktoś z was jak mogło wyglądać to 60 lat temu? Jak w tedy wyglądało to samo gospodarstwo, które obecnie jest takie, jak opis powyżej? Na te i inne pytania postaram się wam opowiedzieć w mojej pracy.

Wszyscy dobrze wiemy, że prawdziwą skarbnicą,  wiedzy o przeszłości są jej świadkowie- starsze osoby: sąsiedzi, dziadkowie, ale i rodzice. A to krótka opowieść o tym,  jak to było na ‘’czarno-białym” gospodarstwie na podstawie opisów i opowieści doświadczonych już życiowo ludzi.

Standardowe gospodarstwo w owych czasach posiadało niezbyt dużą ilość  ziemi, podstawę stanowiło kilka krów i świń, koń oraz parę sztuk kur i kaczek. Należy podkreślić, że kiedś ludzie w pracę na roli wkładali dużo serca, wysiłku i pracy przy użyciu zwierząt i ‘’raczkujących” wtedy maszyn rolniczych, ponieważ gospodarstwa były wtedy tym, co pozwalało przetrwać i żyć człowiekowi. Można rzec, że człowiek podporządkowywał się cały pracy na roli. W gospodarstwach pracowały całe rodziny: dziadkowie, ojcowie, kobiety i dzieci. Każdy miał wiele obowiązków, które musiał wykonać. Budzono się skoro świt, z pierwszym donośnym krzykiem koguta na podwórku.

Gdy tylko słońce pokazało się na horyzoncie, młodzież domowa wyprowadzała krowy na pastwiska, które w ciągu dnia 2 lub 3 razy przekołkowywano w inne miejsce z jeszcze niezjedzoną trawą. Rolnicy w porze siania najpierw zbierali kamienie z pól, ziemie spulchniali a następnie siali, ale przy pomocy własnych rąk. Słyszałam, że podobnież najlepiej wzrastało zboże jak siało  się ziarna ze zrobionej w wcześniej z wyleżanego i używanego prześcieradła – czegoś w rodzaju sakwy/ torby. Naturalnym nawozem na owe czasy był niezawodny aż do teraz obornik. Była to też bardzo żmudna praca wywożono go na pole i rozrzucano bez pomocy dzisiejszych maszyn. A i praca nad zwierzętami była męcząca, bo np. krowy doiło się ręcznie, co sprawiało, że rodzina kładła się spać nawet o 24:00. Najlepszy moim zdaniem był czas żniw i wykopków, ponieważ  wtedy zjeżdżała się cała rodzina na jedno gospodarstwo, aby sobie pomagać.

1

Żniwa były bardzo wyczerpujące dla wszystkich pracujących na roli. Dojrzałe łany zbóż cięto sierpami lub kosami a następni wiązano w sztygi, znoszono do stodół i specjalnymi narzędziami tłuczono kłosy, aby obleciały z ziaren. Moja mama mile wspomina też czas wykopu buraków cukrowych na polach. Wszystko polegało na tym, że jedna osoba szła przodem i czymś ostrym ścinała liście następnie kobiety szły wyrywały buraki i odrzucały, co kawałek na kupki, które potem kolejne osoby wrzucały na tak zwane klotki a następnie zawożono je do silosów w oborach przy stodołach. Mama nie może zapomnieć jak z bratem bawili się na usypywanych z liści buraczanych wielkich kopcach. Narzędzia za czasów moich dziadków były wykonywane z drewna (a w większości miały drewniane konstrukcje) i gdzieniegdzie metalowe części, które zaprzężone były zawsze w niezawodne konie. Dopiero później pojawiły się pierwsze maszyny. Ale w wiosce istniało coś takiego jak baza i tam znajdowały się maszyny po jednym ciągniku, kombajnie itp. A jedna lub dwie osoby, które przeszły szkolenie np. młóciły wszystkie pola sąsiadom w całej wiosce jednym kombajnem, który należał do całej wioski. Każda starsza osoba najlepiej i tak wspomina biesiady rodzinne, które urządzane były na koniec każdych żniw. Zabijano kilka dorodnych kur, kaczek lub wieprzka i biesiadowano do późnego zmroku.

Podsumowując to, choć gospodarka wciąż się rozwija i modernizuje to to, co było kiedyś, choć było pracą ciężką i żmudną sprawiało ludziom największe szczęście i będą historie te wspominać do grobowej deski. Czasem w całym tym biegu ku lepszemu i przyszłości powinniśmy się zatrzymać i po gdybać o tym, co było kiedyś i zamiast narzekać docenić to wszystko, co mamy.

Opracowała:

Nikola Robakowska

Gimnazjum nr 3 w Bachorcach

zdjęcia: archiwum rodzinne

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s